Przerabiacie to ze swoimi pociechami? A może macie ten etap już za sobą? Nie? Dopiero czekacie aż zacznie maluda mówić a później zadawać pytania? To powodzenia! :-)
Na początku jest to zabawne, ale po dłuższym czasie naprawdę zaczyna drażnić...
Michaś właśnie wszedł dużymi krokami w ten czas, kiedy wszystko go interesuje i o wszystko pyta.
I nie jest ważne czy zna odpowiedź czy faktycznie chce się czegoś dowiedzieć grunt, że może mówić.
Po prostu pytanie " MAMO CO TO JEST?" pada kilkadziesiąt -
nie!!! kilkaset razy w ciągu dnia!!!
Dla odmiany pyta czasami, "mamo co to jest znowu?" - jakby sam wiedział, że jego pytań nie ma końca i że już o to pytał, ale dla zasady trzeba się upewnić...
Z Maciejem również przechodziłam ten etap. Etap ciągle niekończących się pytań i nieustających odpowiedzi, ale wydaje mi się, że nie było to aż tak uporczywe i tak intensywne jak to jest z Michałem.
Maciek raczej zadawał pytania, które coś wnosiły w jego życie.
Pamiętam jak szliśmy na spacerek pobliskiego lasu i za każdym razem wskazując na drzewa, ptaki, chmury, kamienie, trawę pytał co to jest.
A Michaś bawi się traktorem i mówi do mnie "mamo patrz mam traktor". Po czym zadaje pytanie "mamo, co to jest?" -
No traktor!