niedziela, 3 maja 2015

Niekończące się pytania - ach te dzieci...

Przerabiacie to ze swoimi pociechami? A może macie ten etap już za sobą? Nie? Dopiero czekacie aż zacznie maluda mówić a później zadawać pytania? To powodzenia! :-)

Na początku jest to zabawne, ale po dłuższym czasie naprawdę zaczyna drażnić...

Michaś właśnie wszedł dużymi krokami w ten czas, kiedy wszystko go interesuje i o wszystko pyta.
I nie jest ważne czy zna odpowiedź czy faktycznie chce się czegoś dowiedzieć grunt, że może mówić.

Po prostu pytanie " MAMO CO TO JEST?" pada kilkadziesiąt - nie!!! kilkaset razy w ciągu dnia!!!
Dla odmiany pyta czasami, "mamo co to jest znowu?" - jakby sam wiedział, że jego pytań nie ma końca i że już o to pytał, ale dla zasady trzeba się upewnić...

Z Maciejem również przechodziłam ten etap. Etap ciągle niekończących się pytań i nieustających odpowiedzi, ale wydaje mi się, że nie było to aż tak uporczywe i tak intensywne jak to jest z Michałem.
Maciek raczej zadawał pytania, które coś wnosiły w jego życie.
Pamiętam jak szliśmy na spacerek pobliskiego lasu i za każdym razem wskazując na drzewa, ptaki, chmury, kamienie, trawę pytał co to jest.

A Michaś bawi się traktorem i mówi do mnie "mamo patrz mam traktor". Po czym zadaje pytanie "mamo, co to jest?" - No traktor!




A może to moja wina? W sumie sama zaczęłam zadawać jemu pytania, bo chciałam go czegoś nauczyć i sprawdzić czy to pojmuje i czy wszystko pamięta.

przykład:
Misiu co to za kolor? A to jaki kształt? Ile masz lat? Jak się nazywasz? Gdzie jest oko, ucho, nos? i wiele, wiele innych... Tak to moja wina! Ale taka kolej rzeczy, musimy pytać, by czegoś nauczyć.

No i mam za swoje.... Teraz on chodzi i mówi do mnie "mamo co za dźwięk?", "mamo co za kolor?" "mamo co to jest?" i mnóstwo innych - byle tylko gadać i być w centrum zainteresowania.


No właśnie, a może to chodzi o to by czuł się w centrum? Chce mieć mamę tylko dla siebie i każdy pretekst jest dobry by zwrócić na siebie moją uwagę? Bo przecież podczas niemalże każdej zabawy mówi do mnie " Mamo, patrz na mnie ", " Mamo a co to?".


 A teraz kiedy mogę tym wszystkim co mój wywijas robi podzielić się z WAMI, to staram się to uwiecznić - by pokazać tu na blogu lub stronie https://www.facebook.com/4razym, i kiedy coś naprawdę mnie zaskakuje to szybko sięgam po telefon i PSTRYK ... zdjęcie gotowe. I może to jeszcze bardziej go napędza, bo dzięki temu wie, że na niego patrzę, że się nim interesuję i jest w centrum...




Och dzieci... Jak byłoby bez nich cicho i nudno... 


Najpierw coś zrobi a później słyszę - mamo patrz na mnie, zlobis zdjęcie?

  
A Wy co sądzicie? Zadaje pytania i wymyśla różne cyrkowe akrobacje po to by zwrócić na siebie uwagę, czy po prostu musi przejść ten etap i już? Jak to u Was wygląda?

4 komentarze:

  1. Zazdroszczę! Mój trzylatek ma problemy z mową i pyta "Co to?" Ale o dłuższych zdaniach to mogę pomarzyć:( za ty moge sie pośmiać jak miesza angielski z polskim i mówi np. "Mama to star" albo "red autko"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przyjdzie czas że nadrobi wszystkie zaległości i jeszcze będzie mówić za pięciu:-) znam przypadek, że dziecko zaczęło mówić po 3 roku życia a teraz w niczym nie odstaje od rówieśników. No to mama możesz być dumna ze swojego skarba. Znajomość angielskiego w tym wieku? Super!!!

      Usuń
    2. Znajomość angielskiego bo mieszkamy w uk i synek tu się urodził do angielskiego przedszkola chodzi od wrzesnia wiec załapał angielski szybko. Moj D. W kwietniu skończył 3lata wiec może się rozgada ale wizyta u logopedy juz wyznaczona na czerwiec ;)
      przy okazji zapraszam na moj blog może się spodoba choć to początki.
      mamaayla.blogspot.co.uk

      Usuń
    3. zaraz wejdę :-) ja również dopiero zaczynam. jutro będzie dokładnie drugi miesiąc jak piszę, więc jesteśmy już dwie. powodzenia, myślę, że wszystko się ułoży i synek zacznie mówić. trzymam kciuki. pozdrawiam

      Usuń