niedziela, 26 kwietnia 2015

Matura - kolejne wspomnienie szkolne.

Zbliża się kolejny czas matur.
Nie ma możliwości by wspomnieniami nie sięgnąć do okresu kiedy sama je zdawałam.


No właśnie....
Są to miłe wspomnienia czy raczej coś o czym bardzo chcielibyście zapomnieć i na zawsze wymazać ze swojej pamięci?



Bo ja chyba mimo wszystko wspominam te chwile ciepło.
Były momenty ogromnego zdenerwowania, ale ta cała integracja z klasą, szkołą... po prostu -  dodawała skrzydeł.
Mimo, że każdy z nas już wtedy miał swoje życie i plany na życie, to matury nas łączyły i wzajemnie siebie wspieraliśmy i "douczaliśmy".

Moja matura wyglądała tak:

Najpierw część pisemna.

Jeśli chodzi o język polski to jak dla mnie troszkę trudniejszy etap niż ustny.
W pierwszej części musieliśmy odpowiedzieć na pytania w formie testowej, a następnie na podany fragment lektury i zadane do niego pytanie napisać wypowiedź w formie rozprawki, listu, opowiadania lub innego sposobu wypowiedzi, który z góry był narzucony.

Z angielskim było podobnie.
Najpierw test, później wypracowanie. Tutaj część testowa była dla mnie zdecydowanie trudniejsza bo było to odpowiadanie ze słuchu, a z moim angielskim naprawdę nie jest dobrze i większość odpowiedzi była raczej zaznaczana w formie losowej. Ale punkty nadrobiłam w wypracowaniu. I na szczęście matura pisemna zaliczona.

Matematyka.
Mój ukochany przedmiot szkolny. Na całą szkołę było nas dosłownie 6, którzy ją zdawaliśmy. Wtedy już (i w sumie jeszcze) nie była obowiązkowa, teraz to się zmieniło. Tutaj mnóstwo zadań do wyliczenia. W sumie sama przyjemność dla kogoś kto lubi matematykę. I mimo, że mogłoby wydawało się to takie proste, to takie nie było. Tak bardzo mnie pochłonęło liczenie, że prawie czasu mi zabrakło.



Taka pewna byłam siebie i tak bardzo nie mogłam doczekać się tego egzaminu, a niestety okazało się, że jednak nie jestem zbyt wystarczająco douczona. Miałam wiele luk w niektórych tematach, których niestety nie zdołałam uzupełnić.

A co było tego przyczyną?

Wiele godzin spędziłam na liczenie i naukę tego przedmiotu. Razem z Karoliną - koleżanką z klasy, zostawałyśmy po lekcjach by z naszym nauczycielem matematyki  nadrobić zaległości.
Niestety wyglądało to tak, że ja liczyłam wszystkie zadania w domu a Karolcia je ode mnie spisywała. Później mnóstwo czasu traciłyśmy na tłumaczenie jej co z czego wynika i jak to się liczy.
To co jej sprawiało trudność dla mnie było oczywiste. I odwrotnie.
Niestety Pan Dariusz uznał, że to właśnie te dziedziny matematyki, z którymi Czikita miała problemy będą na maturze i na tym się skupiliśmy. I niestety.... Akurat żadne zadanie się nie pojawiło z tej tematyki, tylko chyba 6 zadań było z tego o czym miałam małe pojęcie. Zdałam, ale nie na tyle ile chciałam i do dzisiaj Karolinie to wypominam i mimo wielkiej sympatii do niej wypominać będę.


Następnie część ustna.

Z polskiego dużo wcześniej mieliśmy napisaną pracę a do niej przygotowany konspekt. Wystarczyło się dobrze nauczyć tego co teoretycznie sami napisaliśmy, odpowiedzieć na pytania komisji i już.
Teraz jest trochę trudniej, bo temat podają w dniu matury i nie ma możliwości by sięgnąć po pomoce naukowe i mądre książki by napisać wypracowanie i później tylko się go "wykuć".

Z angielskim było troszeczkę inaczej. Otrzymywaliśmy obrazek, który najpierw musieliśmy opisać a później nauczyciele z komisji zadawali nam pytania. I tylko tyle, albo i aż.
Wydawało mi się, że poszło mi całkiem nieźle. Byłam z siebie dumna jak nigdy na angielskim, ale podczas wyników okazało się, że zdobyłam minimum punktów by zdać. Do dziś nie wiem dlaczego, ale cóż angielski nigdy nie był i nadal nie jest moją mocną stroną. Grunt, że zaliczone.

Nie zdałam matury na takim poziomie jak sobie zakładałam, ale cieszę się, że w ogóle zaliczyłam.
Czuję taki niedosyt i rozczarowanie, ale nie chciałabym po raz kolejny tego przeżywać. Miałam taki plan by poprawić chociaż tą matematykę i udowodnić sobie, że naprawdę potrafię liczyć, ale  odpuściłam sobie. I myślę, że chyba zrobiłam dobrze, bo nauka w domu to nie jest tym samym co na bieżąco i systematycznie w szkole...


Niestety tyle czasu i energii poświęciłam na matematykę, a teraz nie potrafię pomóc szwagrowi, który w tym roku musi się z nią uporać, bo mam zbyt duże dziury i zaniki pamięci... A szkoda... Ale mam nadzieję, że zaliczy ją chociaż na minimum - bo niestety na próbnej się nie udało :-(

Ale z całego serca życzę wszystkim:

 



2 komentarze: