wtorek, 14 kwietnia 2015

Przytulanie - lek na całe zło.

Już od samego rana, zanim Maciek pójdzie do szkoły MUSI znaleźć się czas na przytulanie. Dzień bez tego po prostu nie mógł by się rozpocząć.


Następnie wstaje Michał. Najpierw jest ogromny żal i płacz bo on chce Macieja - a ten już jest w szkole. Ale na szczęście po jakimś czasie mu przechodzi i znowu czas na przytulaski, łaskotki i buziaczki.




Tak bardzo lubimy się przytulać. Nawet mężuś od rana musi chociaż na chwilę się wtulić we mnie i dzieciątka. Nie ma mowy by "wciągać pępek" bez przytulenia.


Już taką przytulaśną rodzinką jesteśmy. Odkąd pamiętam się przytulamy. I nie zamierzam przestawać. Uwielbiałam to. Zarówno to jak i KOCHAM CIE mamo, tato, Maciej, Michał występuje u nas przynajmniej kilkanaście może nawet kilkadziesiąt razy dziennie - CODZIENNIE.

Przytulanie jest lekiem na całe zło.
Kiedy jest nam smutno i źle, kiedy coś nas boli lub czegoś się boimy, to szukamy oparcia w drugiej osobie. Bo to te ramiona i możliwość schowania się w nich sprawia, że czujemy się bezpieczni, szczęśliwi i tak bardzo kochani.

Tak jak zaczynamy, tak i kończymy dzień.
Buziaczek i przytulas - muszą być! No i te kocham Cię, słodkich snów.... Och oby tak było zawsze...


Uwielbiam to, choć są czasami momenty, że przydałaby się chwila oddechu i wytchnienia. Rzadko, ale zdażają sie takie chwile, że muszę po prostu muszę pobyć sama ze sobą. Najlepiej w małym ciemnym kącie z wygłuszonymi ścianami. Tylko ja i cisza....

Ale tak i tak po 2 minutach błogosławionej ciszy czas na te małe ramionka, w których cała złość i zmęczenie tracą swoją siłę....




                         Och jak cudownie być mamą, cudowną mam rodzinkę, udało się, 
chociaż coś się nam udało!!!

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza